Zbiegi okoliczności

Nie chcę zapeszyć, ale na obecną chwilę wydaje się, że razem z wiosną, przychodzą nowe, pozytywne zmiany. Pierwszy raz od ponad roku nie mam powodu do narzekania, że czuję się samotna, że nie ma się do kogo przytulić i zostanę starą panną.
Właściwie do teraz nie mogę uwierzyć w zbieg okoliczności, jaki doprowadził do tego stanu. Długo zwlekałam ze zgłoszeniem się do mojej obecnej pracy, chciałam poczekać i upewnić się, czy nie trafi się coś lepszego. I prawdopodobnie, gdybym zwlekała dłużej, albo nadal marudziła i czekała na lepszą pracę, wszystko potoczyłoby się inaczej. Z drugiej strony podobnie, jakiś przypadek sprawił, że Pewien Pan przyjechał pierwszy raz akurat do tego sklepu, w którym pracuję. I podobno spokój bijący ode mnie spowodował, że zyskałam stałego klienta przy kasie. Dzięki następnemu zbiegowi okoliczności pod postacią pani Gosi, która we właściwym momencie niechcący wyjawiła godzinę, o której kończę pracę, znajomość może dalej się rozwijać.

Ale oczywiście nic nie może być w stu procentach idealne. Gdyby stało się to miesiąc wcześniej, nie byłoby raczej żadnych komplikacji. Ale wyszło jak wyszło. Poznałam go zbyt późno, żeby móc zabrać go na wesele koleżanki, więc szłam z osobą, która wcześniej się zgodziła. Tak się złożyło, że nie znamy się dobrze, więc ta osoba nie wiedziała, że mogłam kogoś poznać.

I zbieg okoliczności wczoraj podziałał na moją niekorzyść i sprawił, że akurat w momencie, kiedy wczuwałam się w rolę przewodnika po moich okolicach, musiał jechać mój partner z wesela. Niby nic złego, ale to dość krępująca sytuacja. Fakt, że nasi rodzice są dobrymi znajomymi nie pomaga, bo zależy mi na dobrej opinii.
Ja wiem, że nie zrobiłam nic złego, wie to moja rodzina, ale w takich przypadkach ludzie niewtajemniczeni w sytuację nie rzadko snują inne domysły. Podejrzewam, że piosenka, którą moja osoba towarzysząca dodała na FB też nie jest przypadkiem. Używając bardzo dużego skrótu, jej tekst mówi o tym, że miłość jest be i niedobra, że dziewczynom nie można ufać i takie tam.
Domyślam się, że ten chłopak nie czuł się zbyt miło, widząc mnie dzień po weselu jak obejmuję się z kimś innym, ale nie obiecywałam mu nic. My ledwo się znamy przecież. Ale wiem po sobie, że z zamiłowania do wynajdywania drugiego sensu z każdej sytuacji, pewnie oczekiwałabym, że jeśli ktoś zaprasza mnie na wesele, to mogę liczyć na ciąg dalszy znajomości.

Nie daje mi to spokoju. Pewnie za kilka dni o tym zapomnę, może moja osoba towarzysząca też i nie będzie udawać, że mnie nie zna. Jakby nie było, jesteśmy dorosłymi ludźmi, więc nasz wiek wymaga od nas pewnego racjonalizmu w zachowaniu.
Rozważam opcję, żeby po prostu wyjaśnić, że taka sytuacja wyszła niechcący, a ja nie miałam na celu nikogo skrzywdzić. Ale boję się dowiedzieć, że robię z igły widły.

Ten blog miał być poświęcony moim postanowieniom (chociaż nie wykluczałam nigdy sporadycznych refleksji), ale potrzebowałam się wygadać.

Za jakiś czas powinien się pojawić nowy wpis, zapewne dopiero rozliczanka z kwietnia, bo teraz mało czasu na cokolwiek innego. Niestety, na realizację zadań miesięcznych też. Ale muszę nauczyć się lepszej organizacji czasu, żeby zdążyć do końca roku chociaż jeden miesiąc w pełni zrealizować. :)