Rozliczanka Nr 2 – marzec; lista kwietniowa

Kolejny miesiąc do rozliczenia. Mimo, że nie wszystkie zadania wykonałam na 100%, to muszę przyznać, że nie poszło mi najgorzej. Praktyka czyni mistrza, więc istnieje szansa, że podszkolę się w samodyscyplinie i za kilka miesięcy będę potrafiła wypełniać więcej postanowień. Zwłaszcza, że przez pierwsze dwa tygodnie szło mi idealnie, ale przez pracę przestałam się wyrabiać z czasem, jak i chęciami lub siłą.

Lecimy:
1. Codziennie mieć inną fryzurę
Niezaliczone. Jednak pochwalę się, że wytrzymałam 18 dni pod rząd. Później zaczęły kończyć mi się pomysły i jednocześnie nie miałam czasu, żeby przed pracą coś wykombinować. Ale muszę przyznać, że nieźle się bawiłam, kiedy siedząc jeszcze w domu, tworzyłam przed lustrem bardziej lub mniej dziwne fryzury.

2. Ćwiczyć zumbę, interwały i mięśnie 4-5 razy w tygodniu
Udało się tylko przez trzy godnie. To dobry wynik, ale mam wyrzuty sumienia, że poddałam się po drodze. Więc:
Niezaliczone.

3. Opanować III formę angielskich czasowników nieregularnych na poziomie A2
W 90% się udało. Zostało kilka czasowników, które mi się mylą, albo których nie mogę zapamiętać. Ale tutaj chcę robić wszystko na 100%, więc:
Nie zaliczone.

4. Nauczyć się dobrze czasów Present Continuous, Present Simple i Past Simple
Niby ten punkt łączy się z poprzednim, jeśli chodzi o ten ostatni czas, ale potraktuję to osobno. Mam na względzie to, że może powinnam jeszcze trochę podszlifować te czasy, ale uważam, że:
Zaliczone.

5. Pić codziennie co najmniej 1l wody
Niezaliczone.
Niestety od 18 marca poległam totalnie, między innymi właśnie przez pracę. Do siedemnastego, nie licząc sześciu dni, w których wypiłam mniej, niż 1l wody, udawało mi się. Ale ostatecznie odpuściłam.

6. Przypomnieć sobie podstawy Excela.
Zaliczone.

Wynik: 2/6

Wynik mało zadowalający. Pewnie niejedna osoba zastanowi się, jaki ma sens to moje przedsięwzięcie oraz pisanie o tym wszystkim, jeśli nie potrafię wykonać kilku postanowień. Ale nie poddam się. W jakimś stopniu motywuje mnie fakt, że dzielę się z Wami rezultatami. Nie raz do wykonania czegoś zachęca mnie myśl o tym, że jeśli uda mi się spełnić całe zadanie, będę mogła się tym pochwalić tutaj. :) Poza tym, częściowo czuję satysfakcję z tego, że chociaż w połowie udało mi się zaliczyć kilka z punktów. Bo to mój mały sukces. Wiem, że wcześniej miałam problem nawet zabrać się do niektórych postanowień, dlatego dwutygodniowe picie 1-1,5 litra wody, albo ćwiczenie przez trzy tygodnie co najmniej 4 razy w tyg to dobry wynik. Mały krok w moich postępach, ale mimo wszystko, bardzo ważny.
Mam nadzieję, że moje problemy z wykonaniem moich postanowień nie wpłynie na nikogo demotywująco. :)
I liczę, że w kwietniu pokażę (też samej sobie), że stać mnie na więcej. Teraz wiem, że kiedy mam pracę, czasu i energii starcza mi na mniej rzeczy.
Początkowo chciałam zmniejszyć ilość postanowień do zupełnego minimum, np. 2-3 punktów, żeby łatwiej było mi je wypełnić. Prawdopodobnie w obawie, że niezrealizowanie po raz kolejny nawet połowy zadań spowoduje, że opadną mi chęci.
Ale nie wiem, czy ma sens cofanie się. W zamian, bardziej, niż na rozwijaniu umiejętności, skupię się na pracy nad swoim charakterem/ wizerunkiem.

Lista zadań na kwiecień:
1. Zmniejszyć tendencję do tłumaczenia się
Pisałam o tym w poprzednim poście. Ta skłonność zapewne powoduje, że wychodzę na osobę niepewną siebie. Nawet jeśli byłoby to słuszne spostrzeżenie, to ta cecha jest zbędna, więc chcę ją zminimalizować do konieczności.

2. Mniej narzekać

3. Ćwiczyć min. 30 min co najmniej 4 razy w tygodniu (w tym tygodniu mam szansę ćwiczyć tylko trzy dni, więc zaliczę to, jeśli uda mi się wszystkie te dni wykorzystać na trening :)).

4. Przeczytać cztery książki
Być może, przez małą ilość czasu, może być to niełatwe, ale muszę spróbować. Zwłaszcza, że to jedno z postanowień noworocznych (przeczytanie 30 książek przez rok), których prawie nie zaczęłam realizować (na koncie mam tylko jedną książkę). Wliczam w to różne powieści, zbiory opowiadań, jak i książki psychologiczne.

5. Nauczyć się czasowników nieregularnych z poziomu A2 (których jeszcze nie opanowałam) i z poziomu B1.
Odwołuję się do listy czasowników z pewnej strony, na której te czasowniki są pogrupowane według poziomów.

6. Napisać jedno opowiadanie na co najmniej 30 stron A4.

Trzymajcie za mnie kciuki. Tym osobom, które również mają jakieś postanowienia do spełnienia w tym kwietniu – życzę powodzenia! :)

Rozliczanka nr 1 – Luty; lista marcowa

Już jutro ostatni dzień lutego, więc dzisiaj serwuję Wam podsumowanie mojego lutego. Nie ukrywajmy, jeśli przez 28 dni nie zrobiłam czegoś, to przez jeden dzień już mi się to nie uda, zwłaszcza, że jutro mam sporo do załatwienia.

To moja lista zadań, które miałam wykonać przez ten miesiąc (wraz z krótkim wyjaśnieniem, dlaczego zależało mi akurat na danym punkcie oraz z opisem rezultatu):
1. Opanować czasy angielskie: Present Simple, Present Continuous, Past Simple, Past Continuous i Future Simple
Na mojej ogólnej liście postanowień widnieje punkt: ćwiczyć języki, tak też od stycznia starałam się nadrobić straty, poprzypominać sobie niektóre rzeczy. Moja sytuacja z angielskim wygląda dość smutno, bo to język, który umiem najsłabiej w porównaniu z innymi, które znam. Nie raz to powoduje u mnie poczucie wstydu i skrępowania, dlatego postanowiłam coś tym zrobić. Tak się złożyło, że od Nowego Roku mam bardzo dużo (wręcz za dużo) wolnego czasu, który przeważnie spędzam w domu, co akurat na początku sprzyjało mojej nauce angielskiego. Zaczęłam od przypomnienia sobie, a być może nawet utrwalenia sobie czasów angielskich, co głównie polegało na przepisywaniu notatek i wykonywaniu ćwiczeń w Internecie. W jakimś stopniu było to pomocne, ale byłam nastawiona ogólnie na uczenie się tego, a niekoniecznie na NAUCZENIE. Przebrnęłam przez dwa pierwsze czasy, ale nie przyniosło mi to praktycznej wiedzy. Poza tym, uczyłam się, kiedy chciałam, nie stawiając sobie konkretnego celu w tej nauce. Dlatego postanowiłam sobie, żeby przez luty nauczyć się tych kilku podstawowych czasów.
Rezultat? Niestety marny. Tak, jak w styczniu w miarę regularnie uczyłam się tego angielskiego, tak w lutym trochę poległam, bo albo nie było mnie w domu, albo po prostu wolałam zająć się czymś innym. Uczyłam się trochę, nawet jeszcze kilka dni temu przepisałam do specjalnego zeszytu wszystkie ważne informacje na temat czasu Past Continuous i Future Perfect, ale niestety nie mogę powiedzieć, że opanowałam te czasy. Tak też stwierdzam z przykrością –> zadanie niezaliczone

2. Ćwiczeń słówek i zwrotów oraz ich wymowy po angielsku:
Tu już odrobinę lepiej. Jak zawsze, mogłoby być lepiej, ale udało mi się chociaż co jakiś czas zaglądać do konkretnych stron, z których uczyłam się tych słówek. Były to między innymi czasownik i w II i III formie oraz różne słownictwo, które znalazłam przy okazji uczenia się czasów z punktu 1. lub z piosenek. Wymowę ćwiczyłam trochę mniej, bo mam barierę, jeśli chodzi o gadanie do siebie, tym bardziej po angielsku, ale ostatnio trochę poświęciłam temu czas. A więc –> zadanie zaliczone
(Planuję napisać post, który będzie poświęcony moim sposobom na naukę języka angielskiego)

3. Ćwiczenie Excela

To kolejny powód do wstydu, ale nie ogarniam tego programu. Wszystko, czego podobno nauczyłam się na informatyce w podstawówce, gimnazjum lub liceum – wyleciało mi z głowy. Postanowiłam sobie, że popracuję nad tym, bo starając się o pracę, jest to bardzo ważne. Niestety pałam pewną niechęcią do nauki takich programów, co poskutkowało tym, że –> zadanie niezaliczone

4. Ćwiczenie mówienia

Jestem osobą, która mówi dość niewyraźnie i chaotycznie, a kiedy dojdzie do tego trochę stresu, jest jeszcze gorzej. Zaplanowałam sobie, żeby gadać do siebie, nagrywać się lub przed lustrem mówić na wcześniej narzucony sobie temat. Zrobiłam to kilka razy, co uważam za zdecydowanie za mało, więc –> zadanie niezaliczone

5. Ćwiczyć co najmniej 5-6 razy w tygodniu po co najmniej 30 minut.

Więcej na temat aktywności fizycznej w moim przypadku napiszę przy innej okazji, a tutaj napiszę tylko tyle, że ćwiczyłam po 2-3 razy w tygodniu, a dwa razy zdarzyło się, że przez tydzień lub nawet 10 dni zupełnie odpuściłam sobie trening. Jedynie w tym mijającym tygodniu udało mi się ćwiczyć przez 5 dni, ale to za mało. Mam nadzieję, że w marcu uda mi się poprawić ten wynik. –> zadanie niezaliczone

6. Jeść mniej chleba, a więcej jajek i płatków owsianych.

Postanowienie motywowane chęcią przejścia na zdrowsze odżywianie się, ale nie poszło mi to zbyt dobrze. Nadal żrę dużo chleba, obecnie wstaję zbyt późno, żeby chciało mi się gotować płatki lub je moczyć, dlatego stwierdzam, że –> zadanie niezaliczone

7. Wyregulować brwi

I taka głupota znalazła się na mojej liście. Wpisałam to na nią, bo przez długi czas zwlekałam z tym i wahałam się. Nie należę do osób, które mają jakieś krzaczaste brwi, bardzo wymykające się poza łuk brwiowe, ale zdecydowałam się pójść do kosmetyczki na regulację, stwierdzając, że zawsze może to wyglądać lepiej. :) Z przyjemnością mogę napisać, że –> zadanie zaliczone

8. Naprawić buty
Kolejna głupota i kolejna rzecz, do której zabierałam się baaaardzo długo (kilka miesięcy). Również –> zadanie zaliczone

Oprócz powyższych punktów było jeszcze kupienie kilka rzeczy, o których zapominałam, ale nie będę tego zapisywać. Pochwalę się tylko, że wpisanie tego na listę pomogło, bo wreszcie to załatwiłam. :)

Wynik: 2/7

To koniec mojej lutowej listy. Pewnie nasuwa się na myśl, po co prowadzę ten blog i stawiam sobie jakieś postanowienia, jeśli większości nie wypełniłam. Być może to podziała zniechęcająco na Was. Ale ja nie poddaję się, pomimo tych porażek w tym miesiącu. :) Na pewno na przyszłość wiem, żeby formułować bardziej konkretne cele, by łatwiej było mi ocenić, czy coś wykonałam czy nie. Widzę teraz, że wyrażenie „ćwiczyć słówka” lub „jeść mniej” sprawia, że muszę przez dłuższą chwilę zastanowić się, czy kilkukrotne zastosowanie się do powyższego „zalecenia” wystarczy do zaliczenia danego postanowienia. Lepiej brzmi „ćwiczyć słówka 3-4 razy w tygodniu” lub „jeść chleb nie częściej, niż co dwa dni”. I może to przeczy ambicji, ale być może łatwiej, jeśli zadań będzie mniej. Widzę, że nauczenie się 5 czasów angielskich w praktyce, które zazwyczaj sprawiają mi wiele trudności to trochę za dużo jak na 29 dni.

Zamieszczam tutaj listę zadań na marzec. Mam nadzieję, że tym razem pójdzie mi lepiej :):
1. Codziennie mieć inną fryzurę (Jest to próba realizacji ogólnego postanowienia, żeby ten rok (choć w najmniejszym stopniu) był ciekawszy :D Zazwyczaj noszę rozpuszczone włosy, co jest dość nudne. Teraz stawiam na kreatywność i pokonanie lenistwa. :D)
2. Ćwiczyć zumbę, interwały i mięśnie 4-5 razy w tygodniu (obniżyłam o jeden dzień, oby pomogło :))
3. Opanować III formę angielskich czasowników nieregularnych na poziomie A2 (w oparciu o pewną stronę, z której się ich uczę, na której czasowniki nieregularne podzielone są na poziomy zaawansowania)
4. Nauczyć się dobrze czasów P. Continuous, P. Simple i Past Simple (Zmniejszam wymagania. Prawdopodobnie dla większości z Was to absurdalne, że muszę uczyć się takich banalnych rzeczy. Ale niestety należę do osób, które nie umieją podstaw tego uniwersalnego języka. Być może kiedyś wyjaśnię, czym jest to spowodowane :))
5. Pić codziennie co najmniej 1l wody. (Piję bardzo mało płynów, tym bardziej wody, dlatego chcę to zmienić. Żeby lepiej wchodziła, dodaję cytrynę. :))
6. Przypomnieć sobie podstawy Excela.

To tyle. Właściwie 4 punkty powtarzają się z tych, które były przeznaczone na luty. Ale jeśli ich nie wypełniłam wcześniej, a są tymi najważniejszymi, to muszę zrobić to w tym miesiącu. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało. :) Jeśli mi się coś przypomni, to dopiszę.

Podzielcie się też tym, czy Wy macie jakieś postanowienia? :) Jeśli tak, to jak Wam idzie z ich realizacją? :)