Rozliczanka nr 5 – czerwiec; rozliczanka półroczna

Anonimowy nie może doczekać się rozliczanki czerwcowej, więc oto ona. :) Bardzo zaskoczył mnie ten komentarz, bo nie sądziłam, że kogoś może interesować to, jak poszło mi z moimi postanowieniami. Zwłaszcza, że dotąd nie było zbyt różowo. :)
Oprócz rozliczenia za czerwiec postanowiłam podsumować całość, z perspektywy połowy roku. Wprawdzie blog powstał w lutym, ale większość postanowień zrobiłam już na początku roku. :)
Przechodząc do sedna:

W czerwcu poszło mi ciut lepiej, niż w maju. Nadal nie mogę powiedzieć, że dobrze, bo nie wywiązałam się w stu procentach z dwóch zadań, jakie przed sobą postawiłam, ale zrobiłam cokolwiek. Najgorzej poszło mi z codziennym uczeniem się angielskich słówek, bo zrobiłam to zaledwie trzy-cztery razy. Z ćwiczeniami trzy razy w tygodniu wytrwałam tylko przez dwa ostatnie tygodnie, bo wcześniej zaliczyłam tylko po jednym treningu.
Wynik nie jest zadowalający, ale mogłam też powtórzyć porażkę z maja.

Tak jak prawdopodobnie pisałam w poprzednim wpisie, podcina skrzydła fakt, że nawet jednego miesiąca nie udało mi się jeszcze w całości „wypełnić” pod względem postanowień. Być może do końca roku nie uda mi się tego zrobić, ale to nie powód, żeby odpuścić całkowicie. Myślę, że ważne jest, żeby robić cokolwiek dla siebie w celu rozwoju samego siebie i ćwiczenia samodyscypliny. Mam satysfakcję z nawet najmniejszego sukcesu. Tak naprawdę, to jeszcze nigdy nie wytrzymałam tak długo w samej idei kontynuowania postanowień. Mam jeszcze sześć miesięcy, żeby poprawić swój wynik.

Na pocieszenie rozliczanka z całości, bo chyba z jej perspektywy wypadam ciut lepiej:

1. Zacząć uprawiać jakiś sport co najmniej 3-4 razy w tygodniu (np. Zumba, bieganie, ćwiczenia w domu na mięśnie, interwałowe).
Niecałkowicie. Idzie mi raz lepiej, raz gorzej.

2. Ćwiczyć języki, szczególnie angielski
Tak jak wyżej. Z drugiej strony, w pracy zmuszona jestem praktykować wszystkie języki, jakie umiem. Przy okazji, nauczyłam się nawet kilku słów po rosyjsku i ukraińsku. :D

3. Znaleźć pracę
Zrobione! :)

4. Ćwiczyć jazdę samochodem
W toku. :)

5. Przeczytać co najmniej 30 książek
Niezrobione.

6. Pracować nad sobą: swoimi umiejętnościami, wizerunkiem i psychiką
Nie do końca. Właściwie, to zadanie jest niekonkretnie sformułowane.

7. Napisać trzy krótkie opowiadania na co najmniej 30 str. A4
Niezrobione.

8. Wybrać się na koncert happysad
Jeszcze niezrobione, ale szanse na to są.

8. Sprawić, żeby ten rok był lepszy, ciekawszy, bardziej wartościowy
Póki co, udaje się bezbłędnie, zwłaszcza dzięki jednej osobie. :)

9. Pisać wpisy na tym blogu aż do grudnia, co najmniej raz na miesiąc
Idę w dobrym kierunku. Piszę tutaj bardzo rzadko przez brak czasu, ale na razie nie opuściłam żadnego miesiąca. :)

To na tyle. Analiza wszystkich tych postanowień i fakt, że niektóre zadania już zrobiłam, a inne mam jeszcze szanse wykonać, trochę podniósł mnie na duchu. :)

W najbliższym czasie postaram się coś tutaj jeszcze napisać, być może recenzja książki, albo jakaś osobista refleksja. :)

Rozliczanka nr 4 – maj i kilka słów o tym, dlaczego nam nie wychodzi

Rozliczenie za maj będzie krótkie i bolesne – totalna klapa. Miałam „aż” dwa postanowienia i żadnego nie wykonałam. W efekcie, nasuwa się pytanie: czy warto to kontynuować? Jeśli ani razu nie wykonałam wszystkich zadań, a ostatnio ich liczba jeszcze bardziej się zmniejsza, w dodatku przez tydzień nie mogłam znaleźć czasu na napisanie nawet krótkiego postu tutaj. Co gorsza, moje porażki mogą działać demotywująco na innych.

Myślę jednak, że odpowiedź jest tylko jedna: warto.
Być może wychodzę na niepoprawną optymistkę, ale mam jeszcze siedem miesięcy na wypełnienie swoich postanowień. Nawet jeśli nie wszystkich, to chociaż większości.
Najgorsze, co można zrobić, to poddać się. Praca nad sobą lub ćwiczenie samodyscypliny polega głównie na milionie porażek i właśnie na nieustannym stawaniu do walki z własnymi słabościami oraz lenistwem.

Na pewno ważne jest też to, żeby zastanowić się, co może być powodem tego, że nie udaje się wykonać naszych zadań. W moim przypadku, na pierwszym miejscu stoi brak czasu i brak samozaparcia. Paradoksalnie, brak czasu wynika ze spełnienia jednego z postanowień, czyli znalezienia pracy.
Ale czy tylko to jest powodem moich porażek?

Uważam, że bardzo istotne jest zastanowienie się, jak bardzo zależy nam na osiągnięciu postawionych sobie celów. Czasami może okazać się, że to, co sobie założyliśmy, że chcemy lub powinniśmy coś zrobić, wcale nam się do niczego nie przyda.

Jakiś czas temu, założyłam konto na jednym z serwisów, którego celem była praca nad sobą. Znajdowały się tam m.in. prezentacje tematyczne oraz zadania. Utkwiła mi w głowie seria ćwiczeń, które polegały na pisaniu przez 20 minut o tym, jak chcemy, żeby wyglądało nasze idealne przyszłe życie, idealny dzień i idealny „ja” oraz to, jakie jest nasze obecne „ja”. Było też zalecenie, żeby często wracać myślami do tego, co się zapisało, co ma pomóc w motywowaniu się do wypełniania naszych postanowień. Muszę Wam powiedzieć, że to działa. Automatycznie przypominam sobie to, co tam zapisałam. Może jeszcze nie działa to w takim stopniu, że realizuję wszystko, o czym tam pisałam, ale myślę, że pamiętanie o tym, co dla nas jest ważne, jest już pierwszym krokiem. Poza tym, pomaga w podejmowaniu różnych decyzji.

Dlatego, proponuję Wam i sobie zastanowić się, czy to co wpisaliśmy na listę postanowień i zadań do spełnienia jest na pewno tym, czego chcemy.

W efekcie zestawienia mojej listy postanowień z obrazem idealnej mnie, który utkwił mi w głowie powstaje krótka lista na czerwiec:

1. Ćwiczyć 3 razy w tygodniu (liczę od tego tygodnia, bo niestety zgapiłam się i cały tydzień mi zleciał…)
2. Codziennie uczyć się dwóch słówek z angielskiego.

Zostają mi dwa postanowienia, których prawie jeszcze nie ruszyłam (przeczytanie 30 książek i napisanie 3 opowiadań), ale wiem, że ten i następny miesiąc będzie dość szalony, więc są marne szanse, żeby je wykonać. Może uda się w tym miesiącu „na boku”, obok postanowień na czerwiec.

W planach miałam dzisiaj zrelaksować się przed pracą za pomocą simsów, ale zmotywowałam się do małego treningu. :D
Trzymajcie kciuki :)

Rozliczanka Nr 3 – kwiecień; lista majowa

Wpis będzie krótki, bo nie ma nad czym się rozwodzić. Mam wrażenie, że z każdym miesiącem idzie mi gorzej, jeśli chodzi o postanowienia. Przez brak czasu (swój „grafik” dzielę na pracę i faceta) oraz brak odpowiedniej ilości samozaparcia, poległam na całej linii.
Miałam sześć postanowień, a zrealizowałam zaledwie pół jednego (nauczyłam się zaległych czasowników angielskich z poziomu A2).
Niby nie jest mądre cofać się, ale przez małą ilość czasu, nieprzespane noce i ciągłe zmęczenie jestem zmuszona ograniczyć ilość postanowień do minimum. Jeśli inne uda mi się wykonać „przez przypadek”, obok tych zapisanych tutaj, tym lepiej dla mnie. Więc postanawiam, że:

1. Będę ćwiczyć min. 3 razy w tygodniu po co najmniej 30 min. (ewentualnie 40 min. szybkiego spaceru, jeśli nie będę miała dostatecznie siły na normalny trening).
2. Przeczytam dwie książki psychologiczne

Jedynym faktem, jaki mnie cieszy jest to, że kilka postanowień z ogólnej listy wypełnia się tak po prostu, „przy okazji”. Jest to na pewno znalezienie pracy (liczę, że nie stracę jej do końca roku :D), ćwiczenie jazdy samochodem, pisanie bloga minimum raz w miesiącu i przeżywanie tego roku dość ciekawie (a to ostatnio za sprawą pewnego Pana :)).
Jeśli w tym miesiącu nie zrobię tych dwóch głupich zadań, to chyba się załamię…