Rozliczanka nr 4 – maj i kilka słów o tym, dlaczego nam nie wychodzi

Rozliczenie za maj będzie krótkie i bolesne – totalna klapa. Miałam „aż” dwa postanowienia i żadnego nie wykonałam. W efekcie, nasuwa się pytanie: czy warto to kontynuować? Jeśli ani razu nie wykonałam wszystkich zadań, a ostatnio ich liczba jeszcze bardziej się zmniejsza, w dodatku przez tydzień nie mogłam znaleźć czasu na napisanie nawet krótkiego postu tutaj. Co gorsza, moje porażki mogą działać demotywująco na innych.

Myślę jednak, że odpowiedź jest tylko jedna: warto.
Być może wychodzę na niepoprawną optymistkę, ale mam jeszcze siedem miesięcy na wypełnienie swoich postanowień. Nawet jeśli nie wszystkich, to chociaż większości.
Najgorsze, co można zrobić, to poddać się. Praca nad sobą lub ćwiczenie samodyscypliny polega głównie na milionie porażek i właśnie na nieustannym stawaniu do walki z własnymi słabościami oraz lenistwem.

Na pewno ważne jest też to, żeby zastanowić się, co może być powodem tego, że nie udaje się wykonać naszych zadań. W moim przypadku, na pierwszym miejscu stoi brak czasu i brak samozaparcia. Paradoksalnie, brak czasu wynika ze spełnienia jednego z postanowień, czyli znalezienia pracy.
Ale czy tylko to jest powodem moich porażek?

Uważam, że bardzo istotne jest zastanowienie się, jak bardzo zależy nam na osiągnięciu postawionych sobie celów. Czasami może okazać się, że to, co sobie założyliśmy, że chcemy lub powinniśmy coś zrobić, wcale nam się do niczego nie przyda.

Jakiś czas temu, założyłam konto na jednym z serwisów, którego celem była praca nad sobą. Znajdowały się tam m.in. prezentacje tematyczne oraz zadania. Utkwiła mi w głowie seria ćwiczeń, które polegały na pisaniu przez 20 minut o tym, jak chcemy, żeby wyglądało nasze idealne przyszłe życie, idealny dzień i idealny „ja” oraz to, jakie jest nasze obecne „ja”. Było też zalecenie, żeby często wracać myślami do tego, co się zapisało, co ma pomóc w motywowaniu się do wypełniania naszych postanowień. Muszę Wam powiedzieć, że to działa. Automatycznie przypominam sobie to, co tam zapisałam. Może jeszcze nie działa to w takim stopniu, że realizuję wszystko, o czym tam pisałam, ale myślę, że pamiętanie o tym, co dla nas jest ważne, jest już pierwszym krokiem. Poza tym, pomaga w podejmowaniu różnych decyzji.

Dlatego, proponuję Wam i sobie zastanowić się, czy to co wpisaliśmy na listę postanowień i zadań do spełnienia jest na pewno tym, czego chcemy.

W efekcie zestawienia mojej listy postanowień z obrazem idealnej mnie, który utkwił mi w głowie powstaje krótka lista na czerwiec:

1. Ćwiczyć 3 razy w tygodniu (liczę od tego tygodnia, bo niestety zgapiłam się i cały tydzień mi zleciał…)
2. Codziennie uczyć się dwóch słówek z angielskiego.

Zostają mi dwa postanowienia, których prawie jeszcze nie ruszyłam (przeczytanie 30 książek i napisanie 3 opowiadań), ale wiem, że ten i następny miesiąc będzie dość szalony, więc są marne szanse, żeby je wykonać. Może uda się w tym miesiącu „na boku”, obok postanowień na czerwiec.

W planach miałam dzisiaj zrelaksować się przed pracą za pomocą simsów, ale zmotywowałam się do małego treningu. :D
Trzymajcie kciuki :)

5 Komentarze

  1. Nie jesteś jedyna w swoich planach a raczej w ich zawalaniu …. Często robię miliony postanowień i mało kiedy dotrzymuję słowa samej sobie. Ale znalazłam inną technikę i żyje mi się dużo łatwiej

    • Po prostu przestałam planować na wielką skalę. Przestałam się rozliczać z każdego niepowodzenia. Planuje nie w skali miesiąca czy roku – ale w skali dnia. Planuję, że następnego dnia pójdę rano pobiegać, albo, że pójdę na siłownię…. To jest prostsze. Zaczęłam cieszyć się chwilą.

Odpowiedz na „~ŁukaszAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.